ABC wystawianych referencji
2 marca 2012 przez: admin
Obecny rynek pracy przesiąknięty jest ilością kandydatów na pracowników a to powoduje czasami trudności w wyborze tego najlepszego, gdyż w większości przypadków podania trafiające na biurko pracodawcy są niemalże identyczne: podobne wykształcenie, podobne umiejętności… podobnie pozytywne wrażenie. Czym zatem należy kierować się przy rekrutacji, aby podejmowana przez nas decyzja była jak najbardziej trafna? Wydaje się, że tym najsłuszniejszym torem rozumowania jest sprawdzanie referencji kandydatów, ale żeby powyższe miało sens, warto zapoznać się z podstawowymi zasadami ich weryfikacji i analizowania.
Przede wszystkim należy zdać sobie sprawę, że wiele referencji, to takie zaprzeczenie wilczego biletu, który to jest równoznaczny z niemożnością dostania się do innej firmy, zmiany miejsca pracy. Tutaj, mechanizm działa na zasadzie: my ci wystawimy dobre referencje, a dzięki temu szybciej się ciebie pozbędziemy, niech się inni męczą. Z drugiej strony, pokutuje również twierdzenie, ze skoro i tak się rozstajemy, to chyba nie ma co prać przysłowiowych brudów i rozchodzić się w niemiłej czy napiętej atmosferze, podczas gdy lepiej nie szkodzić byłemu już podwładnemu, ponieważ nic tym samym nie zyskamy. I w końcu, trzecia grupa referencji to te, które są niejako wymuszane na pracodawcach, a które nigdy nie powstałyby gdyby nie namolność odchodzącego. Pracownicy potrafią tak długo naciskać, że w końcu, dla tak zwanego, świętego spokoju, pracodawcy decydują się na napisanie kilku słów, które brzmią jak wyuczona formułka, i z założenia mają się nijak do rzeczywistości.
Jak więc zabierać się do weryfikacji referencji, tak aby ukazywały nam wiarygodne informacje?
Najszybszą i najbardziej miarodajną metodą wydaje się osobista rozmowa z byłym przełożonym czy też właściwą ku temu i wskazaną osobą. Sytuacją idealną byłoby spotkanie z tą drugą stroną, ale zdając sobie sprawę, że brzmi to wręcz jak utopia, proponuje kontakt telefoniczny. Nawet krótka konwersacja wiele wnosi, i ukazuje zainteresowanemu fakty, o których nigdy nie dowiedziałaby się z kartki papieru. Czasami zresztą sam tembr głosu, chwile wahania podczas opiniowania, mogą nam wiele dopomóc w komponowaniu obrazu kandydata, ukazując tą mniej znaną, czy też widoczną stronę. Dobrym pomysłem byłby również kontakt z bezpośrednim przełożonym czy nawet z którymś ze współpracowników, ponieważ dane do kontaktów, które często otrzymujemy, odnoszą się do osób, które nie miały zbytniego kontaktu z pracownikiem, a referencje wystawili na podstawie tego co usłyszeli, a nie zaobserwowali, co powoduje ogromną różnicę. Czy istnieje jakiś zestaw pytań, które warto mieć na uwadze przystępując do takiej rozmowy? Oczywiście jak najbardziej, dobrze byłoby się przygotować, zaś sama pula zagadnień jest tutaj dość szeroka. Do tych najczęściej zadawanych zaliczymy:
- Jakie zainteresowany pełnił stanowisko, co należało do jego obowiązków;
- Gdzie pracował poprzednio, przed przejściem do przedsiębiorstwa;
- Dlaczego nie został poproszony czy przekonany do zostania w firmie;
- Jakie są jego słabe strony, wady;
- Jak wypadał na tle innych zatrudnionych;
- Jak radził sobie w nietypowych czy trudnych sytuacjach;
- Jak wyglądała kwestia jego kontaktów z pozostałymi zatrudnionymi, etc;
Jeśli natomiast nie mamy możliwości osobistego kontaktu z drugą stroną, proponuję głęboko zaczytać się w informacje przekazane na papierze. Po pierwsze bądźmy obiektywni oraz dociekliwi. Swoje opinie budujmy dopiero wówczas, gdy już wiemy, czy kandydat odszedł sam z poprzedniego miejsca pracy czy też ktoś mu w tym pomógł. Jeśli bowiem nie przedłużono z nim umowy a referencje są wręcz jak laurka, to zwyczajnie nie opierajmy na nich swojego osądu. W myśl zasady: nie wszystko złoto co się świeci, często można wręcz założyć, że im lepsze dokumenty polecające, tym większe prawdopodobieństwo jakiś ukrytych zgrzytów, czy też braków w umiejętnościach bądź kwalifikacjach. Z drugiej strony natomiast, nie ulegajmy też zbytnio tym negatywnym opiniom, a takie proszę mi wierzyć bywają częściej niż nam się to wydaje ( zdarzyła mi się sytuacja, podczas której pracodawca źle ocenił zainteresowanego, tylko dlatego, ze był niezadowolony z powodu straty dobrego fachowca).
Można by więc zapytać, po co nam w ogóle referencje, jeśli wszystko co jest w nich zawarte jest za bardzo lukrowane, bądź wręcz przeciwnie, deprecjonowane. Okazuje się jednak, że są one jak najbardziej niezwykle istotne, jeśli tylko prawidłowo wystawione. Wówczas nie opierają się na pustych frazesach ale wskazują na konkretne umiejętności czy cechy poparte do tego obrazowymi przykładami. Potrafią ujawniać nie tylko zalety ale zawierają także konstruktywną krytykę i w końcu, po ich przeczytaniu mamy wrażenie i pewność, że czegoś się z nich dowiedzieliśmy, a taki był przecież cały zamysł.





